Europejskie stateczki – czyli kryzys w dobie sielanki

Jak ja rozumiem kryzys? Myślę że tu bardziej chodzi o to przestrzeganie i trąbienie że nadchodzi prawdziwy krach, a nie że już jest masakra, przynajmniej w Polsce. I tą powtarzaną mantrę (od miesięcy a nawet lat) – przez tych którzy uważają że rzeczywisty kryzys to dopiero nadejdzie, jeśli się nie podejmie odpowiednich kroków, traktuje się jak niepotrzebne bicie piany no bo, przecież kryzysu nie ma!, co też oni z tym kryzysem oszołomy jak nawiedzeni piep… w marketach wózków brakuje na zakupy a tu straszą hehehe!

Czytaj dalej

Reklamy