Pielgrzym cz.1

 

Świat zagłaskany przez słońce, na spalonej ziemi po dnie oceanu można spacerować, dotykać tej krainy, wcześniej przez wieki niedostępnej dla ludzkiej stopy. Wędrowcy którzy przemierzają te tereny bynajmniej nie za sprawą cudu (rozstąpienia się spiętrzonej wody) ale w poszukiwaniu jej źródeł, w próbie zakotwiczenia własnego szczęścia na terenach obiecanych, muszą borykać się ze złymi tego świata, a braki H2O, amunicji oraz to co najpotrzebniejsze nadziei sprzyjają piratom dowodzonym przez Kapitana Castenado, kleszcze zastawiane przez tych oszołomów zacieśniają się i w tej scenerii rodem z Mad Max`a prowadzą nieustanny atak. Nagle chłopak o imieniu Billy wyskakuje z kryjówki w poszukiwaniu zagubionego pamiętnika i gdyby nie tajemniczy przybysz – samozwańczy Pielgrzym to piach pokryłby ostatnie zapisane wspomnienia wraz z młodzieńcem.

 

 

Na piratów padł blady strach ten „święty z bostonu” i egzorcysta w jednym umila śrutem pobyt najeźdźcom, bronią strzela celnie jak cytatami z Biblii, po czynach widać że to nie byle kto, w takim razie skąd on się wziął? Jakie tajemnice kryje jego przeszłość? Czy aby na pewno pomoc jest bezinteresowna? Spędza to sen z powiek co po niektórym bo, zachowanie pielgrzyma bywa dziwaczne, jednocześnie są mu wdzięczni. I kiedy prawda o nim wychodzi na jaw, prawda szokująca to z oporami ale jednak dają się mu prowadzić, ponieść doświadczeniu to teraz on przewodzi pielgrzymce.

 

 

W międzyczasie rozgromiona grupa zwyrodnialców (cokolwiek to znaczy w tym świecie upadłym i spsiałym) donosi Kapitanowi Castenado co dokładnie zaszło. Ten najwyższy w hierarchii Guru piratów bo, posiadanie dwóch drewnianych nóg i dwóch haków zamiast dłoni chyba o czymś świadczy, zresztą bycie największym zakapiorem na Atlantyku zobowiązuje🙂  , Decyduje się zebrać wszystkie dostępne jednostki i samemu stanąć w konfrontacji z dobrem co też czyni.

 

 

Jak w większości tego typu opowiastkach tak i tu podczas ostatecznej bitwy dwóch przywódców w końcu krzyżuje miecze.

 

 

 

 

VS

 

 

 

 

Kapitan musi być po niezłych przejściach nawet jaj nie trzeba mieć jak w jego przypadku żeby być najlepszym zawadiakom🙂 da się takiego twardziela ala mnich z Szaolin  w ogóle pokonać?

 

 

Maniakalne zło kontra maniakalne „dobro” czy w tym zdezelowanym świecie mogą istnieć jakieś inne odmiany normalności? Czy wśród występujących bohaterów jest jeszcze ktoś kto przejawia zdrowy rozsądek? I dokąd w ostateczności prowadzi ta pielgrzymka jaki ma cel? Żeby się tego dowiedzieć trzeba koniecznie przeczytać Pielgrzyma – komiks raczej dla dorosłych, ale w swoim gatunku godny polecenia.

 

C.D.N

Myślę że rąbka tajemnicy uchyli prawie sam Castenado czyli Tombula, nadawał by się do tej roli😛 Prawdopodobnie będzie musiał dopowiedzieć co zaszło, i udzielić więcej informacji na niektóre tutaj zawarte egzystencjalne pytania  bo, z tego co mi wiadomo na dzień dzisiejszy szykuje się do opisania Pielgrzyma – komiksu drugiego. Już czekam na jego prezentację🙂

 

 

3 thoughts on “Pielgrzym cz.1

  1. Arturze co prawda dobro umieściłeś za drugim razem w cudzysłowu ale jednak się „czepię”.

    Komiks jest skomplikowany. Prawdę powiedziawszy nie ma jednej dobrej interpretacji. Co prawda patrzę z punktu czytelnika obu części. Ale, ale, taka zabawa była by nie fair. A więc lecim.

    W całym komiksie trudno znaleźć jakieś dobro. Tak serio to jedyną dobra postacią jest chłopiec Billy.

    Czy pielgrzym jest lepszy niż Castenado? Raczej odwrotnie. Castenado po prostu jest hersztem bandy. Z samej zasady musi być skurwielem. Czy złem jest napadanie na innych? Z naszego punktu widzenia, tak, ale nie zapominajmy że to świat końca świata. Jest tylko to co jest, nikt niczego nie produkuje. Można owszem położyć się i umrzeć ale każdy chce przeżyć. I każdy zrobi to co konieczne aby to osiągnąć.

    Dlaczego pielgrzym jest zły? Może dlatego iż cel uświęca środki w jego przekonaniu? A może dlatego iż tak naprawdę jego wiara nie bierze się z wiary lecz jest zwykłym parciem na osiągnięcie przebaczenia za wyrządzone zło?

    Nie mogąc uwierzyć, po prostu przyjął na ślepo słuszność swego postępowania. Stał się fanatykiem nie dopuszczającym najmniejszego odstępstwa, jednocześnie nie dostrzegającym swoich własnych „zbłądzeń”.

  2. potraktuje to jako rozwinięcie prezentacji, sumie to w 70% się z Tobą zgodzę🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.