Silver Surfer

czyli wygrzebywanie staroci c.d.🙂

Dawno dawno temu w odległej galaktyce był sobie (a może jest?:) Galactus potężny gość czerpiący swoją siłę z energii innych planet. Wyszukiwaniem odpowiednich układów – smakowitych kąsków zajmował się jego osobisty Herold, sam się przecież pocił nie będzie. Taki posłaniec doładowany super właściwościami przez samego Pana posiadał wielką moc, w zamian za bezwzględne posłuszeństwo. Swego czasu jednym z nich stał się Norrin Radd czyli Silver Surfer,  Problem pojawiał się wtedy gdy celem miały paść planety zamieszkiwane przez inteligentne istoty, los takich mieszkańców zazwyczaj był przesądzony. Jako były już posłaniec doradził aktualnemu Nova, by w razie wątpliwości słuchać głosu serca.

 

 

Niektórzy posłańcy w takich przypadkach się buntowali, sprzeciwiali a nawet okłamywali Najwyższego płacąc za to wygnaniem. Karą była tułaczka po bezdrożach wszechświata bez celu i sensu istnienia. A na miejsce poprzednika pojawiał się kolejny Herold aż trafił się taki który perfekcyjnie zaspokajał żądze zniecierpliwionego Galactusa, jego imię to Morg, spełniał się w swoich misjach znakomicie. Podczas jednej z nich gdy przygotowywał Planetę oczyszczając ją z właścicieli, wykorzystał sadzawkę której tak dzielnie bronili. Była to ponoć jakaś magiczna substancja życia informacje o jej właściwościach uzyskał terrorem, więc wykąpał się w niej zuchwale, oczywiście po to aby jeszcze lepiej służyć swojemu Panu.

 

 

Silver Surfer jak zawsze w trosce o niewinnych postanowił z pozostałymi byłymi Heroldami (Firelord, Air-Walker Terrax i Nova) stworzyć fajną drużynę,w trudnym zadaniu starał zjednoczyć sobie nadzieję i wątpliwości, pokonać temperament a nawet  śmierć co wcale nie było takie proste.

Jego niekonwencjonalne metody od wskrzeszeń po rozwiązania siłowe sprawiły że, ci superbohaterowie niekoniecznie darzący się sympatią w końcu jakoś się dogadali a wszystko po to aby powstrzymać zapędy Morga.

Podczas bitwy z rzeźnikiem pomimo liczebnej przewagi znaleźli się w sytuacji podbramkowej. W każdym kolejnym starciu słabną, aktualny Herold jest zbyt potężny!. (gdyby tu był Lobo to by wszystkim pokazał gdzie raki zimują! Ale go nie ma🙂 tak że hasełka w stylu Spoko! Spoko! Trzymaj rękę na pulsie można wsadzić sobie między bajki. Sytuacja stała się na tyle poważna że pozostaje ostatnia deska ratunku – i  tak Silver deska ze swoim właścicielem wślizgiem rusza do Galactusa aby z nim zamienić słówko, jest tak zdeterminowany że ryzykuje życiem za cenę dialogu!

 

A PASZOŁ WON TY UPIERDLIWCU!!! 

 

Yyyy… straszne! Czy w ogóle Galactus będzie chciał rozmawiać? Jeśli tak to jakich argumentów użyje Surfer?, i co z pozostałymi którzy na peryferiach kosmosu stawiają jeszcze resztkami sił opór bestii?

 

 

SILVER SURFER – misja heroldów to pozycja godna polecenia, i naprawdę faja opowiastka dla wszystkich miłośników kosmosu, posiadaczy teleskopów, ufologów, i tych którzy po prostu czują bezmiar galaktyk.