Końca świata nie było

Więc czekają mnie święta. Od dawna nie dogadujemy się z żoną, aktualnie chyba już sobie wszystko powiedzieliśmy i prawdopodobnie nic się nie da z tym zrobić. Trudno co ma być to będzie. Oczywiście chęci do pisania mi to nie podnosi, cóż, każdy ma swój krzyż.

Co do końca świata, jak już pisałem dawno temu, definitywnych końców świata można określić kilka, niestety wszystko jest dość odległe w czasie. Pod pojęciem koniec świata ja osobiście rozumiem kompletny rozpad cywilizacji.

Sporo czasu z Arszu spędziliśmy na rozważaniach o wojnie, starałem się go przekonać że za max 5 lat będzie koniec wszystkiego. Jako że jednak uważam że niespodzianki są ważniejsze uważam że za 3 lata ktoś coś zacznie.

Dlaczego?

Bo już tak było. 

Swego czasu Niemcy popadły w zachwyt nad samymi sobą i rozpoczęły pierwszą wojnę światową. Pomysł był lipny i skończył się dostaniem wpierdla.

Po roku 1922 Niemcy były w desperacji, ogromne reparacje jakie miały wypłacać aż do roku 1984 doprowadziły kraj do nędzy. Kryzys pogłębiał się. 24 czerwca 1922 zamachowcy zastrzelili Walthera Rathaneu, ostatniego który jeszcze próbował coś zrobić aby uratować Niemcy przed upadkiem. Były to już czasy rodzącego się Nazizmu który jednak był ruchem niszowym i nikt nie traktował go poważnie. Po śmierci Rathaneu nie było więcej głosów rozsądku, zaczął się masowy dodruk pieniędzy, nikt nie przejmował się tym że im więcej pieniądza się nadrukuje tym mniej jest wart. w czerwcu 1922 roku 1 dolar amerykański kosztował 272 marki, rok później 20000 marek. Najbardziej ucierpieli ludzie którzy nie potrafili się odnaleźć w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Dlaczego o tym wspominam? Cóż jak się okazuje jednak mamy kryzys. Produkcja nie wzrosła, nawet nie utrzymała się w miejscu, zaczyna spadać. Bank centralny obniża stopy procentowe aby ludzie zmniejszyli oszczędności i rzucili się na kredyty. Niby dodatkowy pieniądz ma rozruszać gospodarkę. tyle że pieniądz kredytowy nie jest prawdziwy, a oddać go trzeba naprawdę.

Zresztą rynek kredytów się kurczy drastycznie, ludzie wypadają poza ligę. Nawet, cuda dziwy, benzyna tanieje. Ewidentny znak że ktoś liczy na rozruszanie gospodarki. Obawiam się że to już nic nie da. Na wszystko jest za późno. Ci, którzy w swoich rekach mają świat zamierzają zetrzeć go i uformować na nowo. Bo w przeciwieństwie do przekonania Arszu iż nie można wszystkich zabić, ja twierdzę inaczej. Mniejsze społeczności lepiej się kontroluje a 10% populacji świata w kilku rekach to aż za dużo.