Remont. No i piwo :)

Remont który miał się skończyć jutro do południa (bo później idę do pracy, w niedziele zresztą również) przeciągnie się o tydzień. Zachciało mi się zasugerować położenie płytek w korytarzu no to teraz mam za swoje. A że wylewka prosta jak pokład Titanica po zderzeniu z górą lodową to i tempo pracy średnie. Mam nadzieję że już nic nowego się nie trafi.

Oczywiście przy pracach tego typu (zwłaszcza gdy jest się zupełnym laikiem) nie może być mowy o braku napoi regenerujących czyli piwa tudzież innego wina.

Na brak wina nie narzekam. Oczywiście własnego wyrobu. Ostatnio zabutelkowałem 25 litrów wina gronowego 2011 z domieszką 10% wina z czarnego bzu 2008. Zrobione na półsłodkie. Wchodzi gładko a co dopiero będzie po następnym roku🙂

Wino winem ale do pracy najlepsiejsze jest piwo. Co prawda ostatnimi czasy się przepiłem wszelkimi piwami więc sama myśl mnie nie cieszyła ale postanowiłem przetestować trzy nowe piwa na półce w lokalnym sklepie.

Na pierwszy ogień poszło Piwo na miodzie gryczanym „Długo leżakowane” browaru Jabłonowo. Piwo ciemne, niefiltrowane, pasteryzowane, dosładzane miodem. Alkohol 5,2 %. Brak konkretnej wzmianki o leżakowaniu. Jako że przymierzam się do robienia piwa, sporo czytam na ten temat i wiem że byle sikacz powinien poleżeć do 6 miesięcy. Ale wróćmy do testu. Piwo smakowo jest pyszne. Wchodzi gładko i nie powoduje żadnych dziwnych sensacji. Miód dobrze wyczuwalny. ie za słodkie ale jednak trzeba być smakoszem piw miodowych aby się w pełni zachwycić.

Jako drugie, kolejne ciemne piwo, Belfast „Irish style”. Piwo oparte o kilka gatunków chmielu i słodu z dodatkiem karmelu i ziół. Pierwszy łyk mnie troszkę rozstroił ale kolejne były miłym doświadczeniem. Alkohol 6,5% czyli dość sporo. Piwo jest bardzo dobre. Oczywiście znowu rzecz tylko dla smakoszy, tym razem piw ciemnych. Wchłanianie przebiegło bez żadnych problemów czy innych sensacji co, jako iż mam pewne doświadczenie w piwach mocnych jednoznacznie kwalifikuje go do ekstraklasy czy chociażby pierwszej ligi. Dobre, mocne piwo to jest faktyczny kunszt a nie żadne pitu pitu.

Na sam koniec zostało piwo Książęce Pszeniczne. Jako iż już kiedyś opisywałem jedno piwo tego typu (albo mam haluny, co jest równie prawdopodobne) liczyłem na coś co najmniej dobrego. Niestety zawiodłem się. Piwo wręcz odpychało. Wejście zerowe. Alkohol 5,1%. Intensywny zapach i posmak drożdży. Sam zapach, pomijając drożdżowe przebitki intrygujący. Niestety nawet na drugi dzień na czysto (bez innych trunków poprzedzających) piwo nie zakwalifikowało się do spożycia i poszło w rurę😦

No nic pora iść spać, bo jak mówi stare polskie przysłowie „Kto rano wstaje ten się gówno wyśpi” a remont czeka🙂

3 thoughts on “Remont. No i piwo :)

  1. A przypomniałem sobie jeszcze jedno piwko🙂

    Piłem otóż małego baczka z Łomży. Było pyszne, będę musiał dokładnie porównać z dużymi ale chyba na jego korzyść wypadnie wynik testu.

  2. Pingback: Piwo klasztorne z browaru Jabłonowo | Niecodziennik

Możliwość komentowania jest wyłączona.