Fall of Mageia.

Troszkę mnie nie było ostatnio (chrzciny) ale projekt na wpisy był. Niestety wykopyrtnął się Linuks. Problem generalnie pojawiał się już przy Magei 1. Otóż w desktopie XFCE który jest moim skromnym zdaniem wy@#$%ty sporadycznie zdarzał się błąd tego typu że po uruchomieniu systemu okna nie miały górnych belek i występowało pewne rozjechanie pulpitu.

W Magei 2 po ostatnich aktualizacjach (urpmi plus kilkanaście innych pakietów w drugiej turze) problem wystąpił na stałe. Dodatkowo wystąpiła niewrażliwość na dane wprowadzane z klawiatury. Bardzo dziwne i bardzo do kitu.

Nie pomogły reinstalacje, konfiguracje i inne akcje. Sytuację uratowało odpalenie Compiz’a który to naprawił jednak po dalszych badaniach okazało się że nie działa przełączanie pulpitów i system działa na jednym. Dodatkowo aplet wyświetlał cztery mimo że ustawione były 2. Jakiekolwiek zmiany nie odnosiły zadnego skutku.

System bardzo mi się podoba i w ogóle pięknie działa spróbowałem więc instalacji z desktopem Gnome. Niestety po godzinie szlag mnie trafił (nie wiem jaka jest idea przewodnia nowego Gnome ale mnie to odrzuciło) i wywaliłem system. KDE instalowałem ostatnio żonie na jej laptopie i jakoś nie chciałem go u siebie. Postanowiłem zainstalować LXDE.

Nie jest to to co tygrys lubi najbardziej ale daję radę. Co prawda kilku narzędzi mi brakuje i ni cholery nie wiem czy da się je doinstalować ale nie poddaję się🙂 Desktop też lekko odjechany (brak jakichkolwiek ikon na pulpicie i zagadka jak opróżnić kosz bo pendrak niby pusty ale pełny) ale daje radę🙂 Na pewno mniej się użeram niż z Gnomem.