Prawa Murphy’ego w praktyce.

Przy akcji tej skali co remont nie może obejść się bez takzwanej „złośliwości rzeczy martwych” Jak nie znika coś potrzebnego co na pewno było i jeszcze wczoraj się o to potknąłem, to na koniec pracy wieczorem gdy już sklepy zamknięte zabrakło gładzi. Coby było zabawniej w ilości dosłownie pół kilograma.

Oczywiście dzisiaj kupiłem i skończyłem ale dzisiaj miałem wyszlifować już ściany. No nic, ten jeden kawałek poczeka. Chyba że jutro będę miał natchnienie. W sumie i tak porównując do poprzedniego remontu poszło gładko. Wszystko dzięki odejściu od tradycyjnego gipsu (ja i gips nie idziemy w parze. Mam jakąś magiczną zdolność która uniemożliwia gipsowi przywarcie do czegokolwiek innego oprócz mnie) na rzecz gotowej gładzi Rapid.

Jak znam życie i moje szczęście to nie koniec „skeczyków„. No nic, zabawa musi być😉