Pogoda i ślimaki.

Zimno chyba wreszcie się skończyło. Dało troszkę popalić, zwłaszcza ostatni przymrozek no ale w końcu to „zimne ogrodniki” więc wybaczamy. Niestety jak pisałem uprzednio szykuje się susza. Opadów jak na lekarstwo. Roślinki reanimuje się podlewając co drugi dzień i jakoś to jeszcze wygląda choć straty będą. Zwłaszcza marchewka i pietruszka wypadają blado:/

Dzisiaj sadziłem pomidory i paprykę. Ponieważ aby wszystko było wzór konspekt dołeczek wykopać pod sadzonkę trzeba spory, mogę więc stwierdzić że jest sucho zarąbiście. Jako taka wilgotność pojawia się na 20 centymetrze. Zresztą co tu dużo mówić nawet chwast nie bardzo się wybierają.

Ale może jakoś to będzie. Studnia jest, podlewać się podlewa. Już same pomidory mi to wynagrodzą. Oryginalny malinowy, mmm pychotka. Z cukrem🙂 Nie te pseudo ekologiczne czy inne „polskie” które nawet zapachu nie mają, nie mówiąc o tym żeby miały mieć smak. No i które wymagają niezłego noża aby je porachatać🙂 Pomidorki z cebulą i śmietaną🙂 Pyyyycha. Kurde aż stresa dostałem na samą myśl.

A ślimaki? Cóż mróz chyba im się dał we znaki bo ni cholery pół winniczka nie uświadczyłem😦 A takie były ambitne plany. Przepisy przygotowane. Marynatka już bulgotała w kociołku. I dupa😦

Oczywiście każda sytuacja ma swój plus. Nie ma winniczków ale nie ma również tych czarnych skurwieli które żrą co tylko widzą😦 Nawet w palec uchlają😛