Linuks w domu – II –

Po tych wszystkich przebojach nastał czas spokoju. System użytkuje się przyjemnie. Wszystko działa stabilnie i (pod warunkiem że wybieramy lekkie wersje programów) niesamowicie szybko. Udało mi się dobrać zestaw programów spełniających moje wymagania (niewygórowane), tak natywnych jak i (w jednym przypadku) Windows’owych odpalanych na Wine. Tym jednym jest DVD Shrink który działa prześlicznie. Było to szybsze i prostsze rozwiązanie niż instalowanie takowego pakietu aplikacji linuksowych.

Nagrywanie płyt przy użyciu k3b to poezja. Co prawda nie jestem pewien jak to ma z obsługą „buffer underrun” ponieważ raz na skutek niedokonfigurowania i przycięcia startem innego programu bufor się opróżnił i soft się zbiesił, trza go było odciąć od mocy. Ale nieważne. Program spokojnie może konkurować z Windows’owymi płatnymi programami (chociaż jaki sens używać Nero gdy Ashampoo daje za darmo doskonały program).

Troszkę obawiałem się o sieć bittorrent. Niepotrzebnie. Co prawda standardowy transmision nie wykazywał zbyt wielkiego entuzjazmu ale już drugie podejście do tematy przy użyciu aplikacji Tixati okazało się strzałem w dziesiątkę. Program ożywia nawet torrenty które już skreśliłem jako niemożliwe do pobrania (na Windows mimo prób usilnych nic z nich nie było), a to co wyczynia z DHT to po prostu magia.

Co więcej Linuks tak sprawnie zarządza połączeniami że mogę odpalić radio internetowe i korzystać z przeglądarki bez większych problemów. Na Windows takie cuda wymagają dobrej konfiguracji torrenta i zazwyczaj ustawienia limitów. Arszu kiedyś próbował się w torrenta bawić ale mordowało mu sieć i się zniechęcił.

Tixati w czasie w którym XP zassał 30% drugiego sezonu SG1 poradził sobie z brakującą resztą dzięki czemu mogłem tamten dysk skasować , popartycjować i podłączyć do Linuksa🙂

Windowsa odpaliłem jak na razie jeden raz chcąc coś sprawdzić i to wszystko. Nie brakuje mi niczego. W sumie nawet nie uświadamiam sobie różnicy. Jest super.

5 thoughts on “Linuks w domu – II –

  1. No coś Ty. W Shrek’u osioł latał, śpiewał, wystarczyło bejcą majtnąć i skrzydełka dolepić i by było😀 „Prawie”😛

  2. No ale fakt, tylko chwilę a potem nie zmieścił się w ścieżce🙂 I nawet brzozy nie było.

Możliwość komentowania jest wyłączona.