Łyczek piwa, łyczek piwa by głowa była szczęśliwa.

W piątek poczułem nieodpartą chęć na delikatne odrętwienie jakie trafia mi się często przy piwku. Zakupiłem w sklepie trzy butelki Trybunalskiego Miodowego i wieczorkiem zabrałem się za dziabanie. Pierwsze, poprawka i dobitka lecz zamiast przyjemnego drętwienia kończyn i delikatnych mrówek spacerujących po skórze poczułem się tak zmęczony iż poszedłem aaa kotki dwa.

Sobota. Starość nie radość pomyślałem, ale kurde ochota mi została. No to powtórka, niestety z skutkiem równie mizernym co dzień wcześniej. Cholera w alkoholizm wpadnę:/

Niedziela. W sklepie widzę coś nowego🙂 No to będzie teścik piwny🙂 A więc lecimy

Noteckie. Może i żadna nowość z tego co sprawdziłem ale ja widzę pierwszy raz. W każdym bądź razie poszło na pierwszy ogień.

Piwko wchodzi gładko i całkiem nieźle gasi pragnienie. Co do smaku to niestety dla mnie lipa. Może przy maksymalnej politycznej poprawności wypadało by napisać o gładkim smaku ale niestety dla mnie sikaczem smakowało:/

W każdym bądź razie poza smakiem wszystkie inne parametry ok. Nawet poczułem pierwsze symptomy drętwienia.

Fire Noteckie. Piwo ciemne. Tutaj nie ma zmiłuj ani pitu-pitu. W piwach ciemnych wszelkie niedoróbki wychodzą przy pierwszym niuchu.

Na szczęście piwo pokazuje klasę. Delikatne ale wyraźne. Nie mam absolutnie nic do zarzucenia.

Drętwienie postępuje, na końcową degustację musiałem więc wstrzymać się trzy godzinki gdyż inaczej była by to profanacja.

A końcowy smaczek wieczoru to był oryginalny Guiness. Mój numer jeden na który niestety baaardzo rzadko mogę sobie pozwolić😦 Ale te chwile są przecudne🙂 Nie wiem czy wynalazca dostał Nobla ale z całą pewnością mu się należy.