Z Linuksem boje. Epizod IV.

System postawiony. Siedzimy i patrzymy na siebie. Z której strony zaatakować. Ja jego , czy może on mnie pierwszy pośle na deski. Internet chodzi tak sobie przeglądam, czytam i od czasu do czasu wyprowadzam ciosy. Nie lubię syfu w menu więc zabrałem się za usuwanie zdublowanych aplikacji. Troszkę ich było z racji tego iż menadżer pulpitu XFCE przychodzi z własnym zestawem zaś domyślnie zainstalowane KDE miało swój zestaw.

KDE 4 nie jest strasznie wielkie przy gołym starcie i wygląda naprawdę  nieźle. Chociaż jedynie brakuje mi takiego widgetu zadokowanego w pulpicie pokazującego pogodę. To było wypaśne🙂 Niestety przy normalnym użytkowaniu system szybko puchnie. Żeby było jasne goły jest lżejszy od aktualnego XP a i potem go nie przerasta.

XFCE 4.8 używa 100MB RAM’u mniej na starcie plus nie ma miliona popierdółek z których i tak bym nie korzystał. Obciążenie procesora również zdecydowanie niższe. W normalnym działaniu nie puchnie co sprawia że stary komputer odzyskuje część swojego utraconego wigoru.

Jakie plusy na początek. Start Magicznego Remiksu porównywalny z startem XP (system zawsze mam zadbany więc nie muli przy starcie). Różnica jest taka że po zalogowaniu MR potrzebuje 3 sekund na osiągnięcie 100% sprawności natomiast XP przez około 1-1,5 minuty mieli sobie jeszcze biblioteki. Oczywiście wtedy można o czymkolwiek zapomnieć. Wyłączanie to też inna bajka. MR – cyk, pstryk koniec. Na dodatek po starcie chrome odpala normalnie. XP – bzzz, bzzz, bzzz minutę czasem dwie (oczywiście po dłuższej pracy, po włączeniu napisaniu wiadomości i wyłączeniu zajmuje to kilka sekund) na dodatek po ponownym uruchomieniu chrome wrzeszczy że nie zostało poprawnie zamknięte. No i plus generalny, lekkość Linuksa

Tak wygląda system z uruchomionym chromem w trakcie pisania tego artykułu. Generalnie przetestowałem przeróżne funkcje i jest świetnie. Zwłaszcza użycie RAM’u jest niebiańskie. Nie mam pojęcie na co system zrobił tyle SWAP’a no ale niech ma🙂

Sieć. Jak już wspomniałem kiedyś Linuks to stworzenie sieciowe. Domyślnie MR przyszedł z własnym firewallem. Przyzwyczajenia z XP jednak zostają więc wlazłem w opcje coby sobie go poustawiać. Krótko zwięźle i na temat, jak szybko wszedłem tak szybko wyszedłem. Nie kumam nic z tych opcji. Jak dla mnie obca planeta. Czy to minus czy plus? Dla mnie plus, nie krzyczy co chwilę jak Comodo z Windows. Nie muszę nic potwierdzać. Że działa wiem, ponieważ system generuje piękne raporty dzienne, tygodniowe i miesięczne z stanem bezpieczeństwa komputera.

O ile Windows myśli o sobie localhost w trakcie pracy sieciowej, o tyle Linuks tak myśli o sobie stale. JDownloader dla Linuksa przy tych samych ustawieniach domyślnych co na Windows działa zdecydowanie sprawniej i stabilniej. Torrenty tak samo, trzeba się wstrzelić w program zgodny z maszyną i siecią, może kiedyś o tym napiszę.

Pamięć. Całkiem inne zasady. W Windows program żądający RAM’u dostaje pakiet (spory) którego nie zwalnia jeśli nie jest wyposażony przez programistę w mechanizm uwalniania zbędnej pamięci. Na Linuksie widzę ze to tak nie działa. Przykład. Chrome na XP z pootwieranymi tymi samymi zakładkami i tymi samymi pluginami zabiera po starcie 350MB w stosunku do 320 MB na Linuksie. Po kilku godzinach działania, gdzie powiedzmy robię coś innego a przeglądarka leży na pasku w XP potrafi to być już 500-600MB RAM (to się chyba nazywa memory leak) natomiast w Linuksie jet ile było (minimalne wachnięcia) No i przysłowiowy gwóźdź do trumny. Zamykam na XP kartę ważącą 50MB (według monitora), czasem zwolni się kilka MB pamięci, jednak przeważnie przeglądarka jej nie oddaje. Dlaczego? Ano dlatego że może się przydać. NA Linuksie zamykam kartę i mam więcej RAM’u w mig. Co najdziwniejsze przy kilkunastu zakładkach (gdy czegoś szukam to się potrafi nazbierać) Chrome nie sięgnął 400MB. Plus jak stodoła.

Przechodząc z Windows musisz, ale to po prostu musisz, przestawić się na inne tory myślenia. W Windows nie działający program to co nie tak z tym programem. W Linuksie to już nie jest takie oczywiste. Program główny, Interfejs użytkownika, biblioteki, pluginy – to wszystko są oddzielne i niekiedy samoistne aplikacje. Oznacza to że gdy coś nie działa to najpierw musisz ustalić co i w którym miejscu. Tak więc konieczne jest zostanie takim małym geek’iem🙂 Dodam że jest to fajne ale trzeba mieć cierpliwość i szczere chęci. I to można traktować jako minus ale w rzeczywistości nie jest to tak oczywiste.

Na zakończenie desktop z Linuksa kontra desktop z XP.

To Linuks a poniżej XP

Jak widać różnice są minimalne. Dla mnie na plus Linuksa. Po pierwsze mam dwa paski, na górnym skróty do programów plus aplety bardziej systemowe. Na dolnym manager pulpitów (mam trzy pulpity) beleczki okien jak w XP i aplety obciążenie systemu, zrzut ekranu i pogoda. O aplet’ach, programach i konfiguracjach wieczorkiem.

P.S. To pierwsze wejście na XP od tygodnia. Czcionka na WP.com jest Brzydka😦 Chcę z powrotem.

8 thoughts on “Z Linuksem boje. Epizod IV.

  1. No na razie zostanie. Jeszcze z sprzętu zostało mi skanowanie i zgrywanie zdjęć z aparatu. No i może obsługa telefonu. Jak się sprawdzi nie widzę przeciwskazań. Co do WINE to potrzebny mi jedynie do odpalania Windowsowego PIM’a z hasłami do banku i innych sajtów. Wszystko co potrzebuję dostaję natywnie więc na siłę cudować nie muszę.

  2. Aha po załadowaniu Xp i odpaleniu Opery z 2 zakładkami (iGoogle oraz edycja tego wpisu) system żarł 580MB pamięci. Heh, skeczyk kurna.

  3. skanowanie działa – np. program Xsane – skanowałem już
    zdjęcia z aparatu i komóry zgrywa – system widzi je jako kolejny dysk wymienny
    MR ma dosyć dobrą bazę sterowników, 99% sprzętu obsluży

Możliwość komentowania jest wyłączona.