Z Linuksem boje. Epizod III

Przedwczoraj postawiłem nowy system, PCLinuxOS.

Jak już wspomniałem moja płyta główna jedzie na chipsecie NForce-2. Z sobie wiadomych przyczyn wywalono z niego obsługę SATA (a może chipy były już gotowe jak SATA wprowadzono, trudno wyczuć) i powierzono zewnętrznemu kontrolerowi. Skutkuje to serią gagów. Na przykład standardowy instalator Windows za nic takiego dysku nie zobaczy. Trzeba albo załadować sterowniki do instalatora na stałe (to działa świetnie) i wypalić taką zmodowaną płytkę. Albo można próbować załadować sterowniki przed instalacją, niestety ta opcja nie dała mi nigdy nic oprócz wywalenia się instalatora. A próbowałem z każdym możliwym sterownikiem jaki udało się znaleźć. Jak już w TYM poście wspominałem Windows 7 też nie odpali na takim czymś instalatora. Z tą różnicą że on dysk widzi ale ni cholery nie chce zacząć instalacji.

Takie jaja to nie jaja rzeknie zapewne niejeden użytkownik Windows. I ma rację. Całość „jaj” sprowadza się do przedziwnego traktowania dysków, i ta przypadłość dotknęła również Linuksy choć troszkę odmiennie. Mianowicie, przy stawianiu Windowsa muszę odłączyć dyski IDE gdyż, owszem XP ląduje na pierwszej partycji dysku SATA ale loaderek w MBR’ze już pokazuje całkiem co innego (albo i ląduje na innym dysku z wskazaniem tegoż) i system się nie odpala.

Linux rzecz potraktował inaczej chociaż trzeba mu przyznać że miał utrudnienie. Pierwsza instalacja skończyła tak jak Windowsowa gdyż postanowiłem na wszelki wypadek zainstalować bootloader na innym dysku. Skończyło się tak że komp się zbiesił przy starcie. Nic to, instalacja PCLinuxOS’a jest łatwa lekka i przyjemna (w sumie Mint’ówka też taka była) więc powtórka tym razem boot na sda1 i miodzio. Drugi skecz to taki (i dotyczy to również Magicznego Remiksu) iż dysk wykrywany jako sdb jest partycją na dysku IDE od 40% dysku. Powodem są uszkodzenia powierzchni dysku na pierwszych kilku gigabajtach. Oczywiście te pierwsze 40% jest nie partycjonowane bo po co. Dlatego zdziwiłem się nieco gdy po wybraniu w instalatorze opcji „instaluj na całej powierzchni dysku sdc” Linuksy zagospodarowały te 40% na dysku sdb pozostawiając sdc kompletnie puste. W sumie śmieszne🙂 Partycjonowanie z łapki bez kłopotów,

Sam system PCLOS fajny. wszystko ładnie się poustawiało, zaktualizowało. Byłem prawie całkowicie ukontentowany gdyby nie pewna rzecz. Otóż system co około 2-3 sekundy miał skok użycia procka do 100% i od razu spadek. Plus mimo że to XFCE był jakiś zmulony. Do Puppyego było daleko😦 Upadek przyszedł wczoraj w nocy w postaci niemożliwości postawienia drukarki.

Aby było jasne NIEOBSŁUGIWANIE DRUKAREK W LINUKSACH TO NIE WINA LINUKSÓW. Niestety to producenci sprzętu mają wyjebane na ten system. Nie wierzysz? Wejdź na stronę HP i wybierz sterowniki pod Linuksa. Zostaniesz wykopany na stronę HPLIPS z błogosławieństwem w postaci miłego sp@#$aj.

Jednak sam PCLOS również miał babola. Jestem o tym przekonany z tego powodu że Magiczny Remix ma dokładnie identyczne centrum sterowania. Otóż gdy klikałem zarządzanie drukarkami nie działo się nic ale nie mogłem zamknąć okna centrum sterowania. Niby było responsywne ale nic oprócz kill go nie ruszało. Zainstalowałem więc z łapki HPIJS i wszystko co trzeba było niestety mimo wykrycia drukarki pozostała ona martwa.

Muszę również wspomnieć iż w PCLOS Xine czytał napisy txt a z polskimi znakami nie było ani troszkę problemów. Chociaz również muszę wspomnieć że VLC działał jak na Windowsie więc oczywiście został jako default. Przy instalacji wersji Phoenix PCLOS’a trzeba poświęcić około godzinki przy necie 1MB na aktualizację.

Ach i jeszcze jedno z czym niestety nie poradziłem bez reinstalki (w sumie były 3 instalacje). Przy drugim razie po aktualizacji system nie podniósł się. Z loga wychodziło iże ma to coś wspólnego z fsck.ext4 i gpg. Po lektórce forów stało się jasne iż system uwalił instalację biblioteki libcomer2 (a dokładnie to nie zainstalował jej przy aktualizowaniu systemu). Niestety z konsoli naprawczej do której PCLOS się uruchamiał nie poradziłem i zrobiłem reinstall. Na wszelki wypadek z łapki ustawiłem system plików ext3 (nie wiem czy to miało coś wspólnego czy nie ale strzeżonego.. )

Można również wspomnieć iż PCLOS nie do końca pozwala instalować zewnętrzne pakiety, Synaptic który nota bene jest ZAJEBISTYM managerem pakietów ich nie tknie. na szczęście apt’owanie z łapki już spokojnie działa.

Tak więc wczoraj około 20 system wywaliłem na rzecz Magicznego Remiksu. Dla tych co nie rozumieją. Szukam zastępnika Windows z powodów podanych kilka postów temu. Nie chcę przelogowywać się pomiędzy systemami. Po prostu jeśli Linuks i Kobieta nie wezmą się za łby w ciągu 6-12 miesięcy to Xp idzie pa pa. Dlatego też musi się starać nie wykrzaczać ale to już moja działka aby tak go dopracować.

Instalacja MR identyczna jak PCLOS. Centrum sterowania kropka w kropkę. Miła niespodzianka. Po kliknięciu na zarządzanie drukarkami wyskakuje okienko z informacją „konieczna instalacja pakietów bla bla bla. Czy zaainstalować?” Instaluje, wybieram znalezioną drukarkę, wyskakuje „wyszukiwanie sterowników” po 5 minutkach drukarka śmiga jak na Windowsie i nawet nie muszę majtać w ustawieniach kartridży. Idealnie.

No to zabrałem się za konfigurację reszty i aktualizację i około 22 system się zbiesił. Padł system graficzny. Próby ustawiania z łapy Xorg.conf doprowadziły mnie do szewskiej pasji. Wina w sterowniku grafiki ale i system się opiera jak może. W końcu całość padła i reinstall (czyż nie jestem cierpliwy niczym mnich buddyjski?). Po reinstalce próba zrozumienia o co idzie. Problem szeroki niczym Misisipi w porze deszczowej. Po pierwsze i najważniejsze jest coś zrąbane w najnowszych sterownikach NVIDII. Po drugie jeden z developerów (niech gołębie mu auto zasrają) aż się zaślinił nad otwartym sterownikiem NVIDII który działa lepiej niż oryginalny. W rezultacie instalator NVIDII zgłasza błąd i odmawia instalacji (wersja z repo się instaluje ale też coś dziwnego plumka). Nie umiem nawet tego wszystkiego opisać🙂 W końcu jest. Zrobione, mimo protestów instalatora wsadziłem starsze sterowniki. niestety, system ich nie odpali ale poradził żebym uruchomił Linuksa z opcją nokmsboot. Niby proste ale najwyraźniej system w ogóle tym parametrem nie był zainteresowany gdyż za każdym razem przełączał na otwarte sterowniki NVIDIA i lipa.

Dokładnie chodziło o to że system nie obsługiwał akceleracji i nie łykał rozdziałki 1280*1024 na czym mi najbardziej zależało. No i wydawał się ciężki. Wreszcie wpadłem na pomysł wywalenia z systemu tych sterowników. Co prawda musiałem napisać całą sekcję z „modelinami” w xorg.conf ale za to mam teraz perfekcyjnie śmigający monitor. Szczerze to nawet Windows mimo posiadania sterowników nie dawał takiego obrazu.

Oczywiście w Remiksie domyślnym środowiskiem jest KDE4. Po uruchomieniu zajmuje 340 MB ram i żre 2-10% CPU. Niby lepiej niż XP ale szybko to się gubi w trakcie działania. Zainstalowałem więc XFCE. Odpalam i WTF? Gdzie ikonki? Gdzie pulpit? Nawet prawy przycisk myszki nie działa:/ Restart. O jest pulpit, WTF? Wylazła tapeta Magiczny Remiks i znowu nie ma? Szukam w necie, nic. Szukam w systemie, Bóg mi  świadkiem tego kto wsadził w autorun aplikację netApplet to bym skazał na galery.

Uff. Po kilku dniach mam system który śmiga. 430 MB RAM przy uruchomionym chrome z 5 kartami otwartymi (z czego 3 to ciężkie strony), Tixati ściągającym drugi sezon SG-1 i monitorze systemu. No i CPU skokowo do 25%. Rewelacja. Co prawda manager pakietów gorszy niż Synaptic (w sumie tylko jego interfejs bo działanie jest bezbłędne) ale to nic. Jeszcze tylko sprawdzę multimedia i dopieszczę ustawienia🙂

30 thoughts on “Z Linuksem boje. Epizod III

  1. Tak jak piszę, MR z marszu zaproponował instalację pakietów. PCLOS niestety się rahatał. Po ręcznej instalacji w CUPS drukarka była ale całkiem martwa. A adresik mam dodany do zakładek🙂 Tyle że w MR nawet nie było potrzeby na niego włazić.

  2. XFCE ma 2 tryby:

    1 – z ikonkami i pulpitem a’la Windows
    2 – tradycyjny uniksowy z menu aplikacji pod prawym klikiem myszy na ekranie

    w panelu sterowania XFCE w ustawiniach pulpitu się ustawia

    zainstalowałeś XFCE? czy Mageia-XFCE-Desktop? Albo XFCE z konfiguratora magicznego remiksu? To różnica – różne ustawienia!

    Ja osobiście używam Mageia-LXDE-Desktop

  3. Cóż zaznaczyłem po prostu w managerze XFCE. Może być i Mageia bo tak mam na przycisku menu napisane. Ale wina była w tym durnym applecie który blokował desktop. Zgaduję że to coś a’la aktywny desktop z Windowsa.

  4. w narzędziach masz skrypt MGAExtra, tam można użyć

    w managerze plików task-xfce

    ja używam LXDE – jest szybki i prosty – ikony aplikacji na pulpicie jednak trzeba robic z automatu pod KDE albo XFCE a dopiero potem przelogować się na LXDE

    niestety on nie ma jeszcze tej opcji (jak chcesz można ręcznie wyklepać configi) – to bardzo prosty, wręcz prymitywny manager okien/biurka, ale jest OK

  5. To już bym OpenBoxa próbował ponownie jak na Pupp’ym. Ale jest super na XFCE. Troszkę czytania i szukania jak zrobić co niektóre rzeczy. Parę baboli jak nie działające montowanie partycji przy bootowaniu ale już skompilowałem odpowiednie źródełko i obszedłem to🙂

  6. Zainstaluj sobie manager plików PCManFM i będziesz z niego miał dostęp do wszystkich partycji za podaniem hasła. Dodaj ikonkę PCManFM na pasku narzędzi i po sprawie.

    Montowanie partycji z automatu przy botowaniu to ustawienie konfiguracji /etc/fstab bodajże, nie słyszałem aby ktoś coś kompilował?

    Linux domyślnie NIE powinien uruchamiać obcych partycji, tylko swoją własną. Tak właśnie ma być.

  7. Taa tyle że wolę tam łapki nie wsadzać, a nuż paluszek się omsknie? Skompilowałem i zainstalowałem pysdm. Żona + hasło = oj oj oj. Ma działać jak user chce🙂

  8. nie, tu nie ma strachu, że się coś zepsuje – co się ma zepsuć?
    LXDE nie gryzie się z XFCE a to nie gryzie się z KDE
    możesz mieć kilka desktopów na raz

    aaa żona – rozumiem
    moja ma na 2giej partycji Linux Mint z GNOME 2, którego używa – bo pod WinXP nie wszystko działa (np pod XP mi za Chiny nie zadziała DVD, rób co chcesz – nie zadziała!) i tam ma też bez hasła

  9. Film DVD? Bez problemu w VLC czy KMPlayer, Bez dodatkowych driverów.
    A w MR filmy śmigają jak złoto na VLC (tyle ze musiałem odinstalować starego i zainstalować nowego gdyż aktualizacja kończyła się błędami). DVD jeszcze nie sprawdzałem. Dużo rzeczy z KDE powiązanych wywaliłem aby menu odchudziło. Resztę koryguję z łapy, ale to zejdzie.

  10. jeśli włączysz ładowanie usług KDE na starcie w autostarcie, XFCE trochę przytyje, ale aplikacje KDE będą ładować się szybciej

    z resztą wedle gustu, ja pod LXDE odpalam manager schowka z KDE, aby załadować biblioteki KDE na starcie i zostawiłem sobie wszystkie aplikacje KDE co do jednej

    ok, wypróbuję VLC (albo mplayer) pod windą, on rzeczywiście ma własne sterowniki, zobaczymy jutro

    a w MR – czy ty w ogóle używałeś programu MGAextra? jest w narzędziach – rewelacja – jakie tam błędy?

  11. Używałem. Niezły.Włąśnie przez niego instalowałem XFCE. Co prawda mógłby być tryb silent (może jest bo bardzo mocno nie szukałem) abym nie musiał siedzieć i klikać yes, yes, yes.

    Na windzie nie MPlayer tylko KMPlayer to całkiem inny zamknięty soft z własnymi kodekami. Oczywiście freeware.

  12. tak czy inaczej ja po prawie roku prób i testów stwierdzam, że Mageia 1 oraz oparty na nim polski MR, to jest najlepszy dostępny Linux dla normalnego człowieka – czego bym nie próbował przez ten rok i tak wracam do Mageia/MR

    ja nigdy nie miałem ani jednej awarii tego systemu, itp. – i to na oryginalnej instalce i na MR

  13. Ale to wynika z mojej specyfikacji. Arszu mnie już trochę zna to potwierdzi (o ile to czyta w ogóle).

    Wyobraź sobie jezioro Bonneville. 20000 hektarów idealnie płaskiej powierzchni. I jest tam jedna dziura, nieduża. Możesz założyć z 100% pewnością że do niej wpadnę albo się na niej wypierdykam.

    Nie ma rzeczy niemożliwych, jestem ja🙂

  14. Maniak🙂
    Niestety poczytałem ostatnio o premierze nowej Amigi w cenie wyjebanej w kosmos (i oczywiście ten Os to Linux jak by nie było). Na szczęście chociaż właściciele nie ukrywają że chcą zrobić „elitarny” klub a’la Macintoshe, i w sumie nie sprzedają nic innego jak ten napis Amiga na obudowie.

  15. ta nowa Amiga to PC z Linuksem + marka
    nie ma nic wspólnego z dawną Amigą

    zgodnie z ich filozofią ty jesteś „nowym amigowcem” bo masz PC + Linux

    środowisko fanów „straciło” tą markę i poszło inną drogą, zupełnie inną – architektura PPC, „repliki” klasyków albo system z amigowym API na PC (czyli AROS)

  16. A tam ponoć też jakieś kłótnie wokół tych AROS’ów (nie sprawdzam bo mało mnie to rusza jakoś) Poza tym nie mam napisu Amiga na obudowie🙂 I nie mam licencji na to by sobie wysprejować🙂

  17. jasne że są kłótnie wszystkich ze wszystkimi o wszystko w świecie amigowym, jednak głównie w Polsce, za granicą mniej

    mnie też to nie rusza na tyle, aby dajmy na to kupować używanego Mac’a PPC i przerabiać go na pseudoamigę dokupując system MorphOS za 600 zł – albo kupować niszowe amisprzęty po kilka-kilkanaście tysięcy

    akurat AROS jest za friko, możesz go odpalić na wielu sprzętach PC, a niemal na każdym PC pod maszyną wirtualną

    na razie jednak moim głównym systemem i polem zabaw i eksperymentów jest Linux

  18. Jak nie wykończę się do wieczora. Praca w ogrodzie + Piwo (dużo piwa) to będzie nowy pościk Linuksowy. No i czekam na Arszu jak wstanie coby napisał czy to czyta czy nie🙂 A może też chce Linuksa🙂

    P.S. Przejrzałem specyfikację AROS’a i mam sprzęt chyba w 100% zgodny z wymaganiami🙂

  19. Coś Ty, wystarczy mi przeżyć z Linuksem🙂
    Odnośnie tej dziury o której wspominałem. Było ich kilka :F Dlatego post Linuksowy jutro.
    Jestem zorany niczym QŃ po westernie.

  20. Z tą dziurą to potwierdzam, mało tego nawet jakby jej tam nie było to byś w nią wlazł🙂
    nie udzielam się w tych linuksowych wątkach, kiedyś dawno dawno temu się bawiłem linuksem w sumie z gazetą w ręku , teraz jestem niedoinformowany. Też mało przy kompie bywam przygotowania pod inst. elektryczną robię. W sumie do jesieni to ze wszystkim mi tak zejdzie. A jeszcze zaraziłem się serialem Terra Nova🙂

  21. Ja to nie ty żebym łykał całe sezony wieczorem🙂 Obejrzałem dwa pierwsze odcinki i mi się spodobał taki wizualny trochę mix. losta (którego do końca nie strawiłem, poległem przy czwartym sezonie) avatara – nawet aktor ten sam, trochę jurasic park no i reżyser mnie przyciągnął. Zobaczymy bo, trudno tak od razu ocenić. Dwa kolejne odcinki 3,4 przegapiłem, ale sobie załatwiłem i nadrobię w weekend. Jakiś rewelacji to znowu nie ma jak na razie, wiesz jak to kiedyś z tymi tasiemcami się maniaczyło i tak po długiej przerwie właśnie akurat się ten napatoczył to postaram się wytrwać🙂

  22. No Lost to chyba u większości skończył się zatruciem😦
    Polecam Grę o Tron. Niedługo opiszę co oglądam a I sezon Ci podrzucę🙂
    Jakie maniaczenie, taka posucha w serialkach że stare SG1 oglądam od nowa😦

  23. kiedyś się maniaczyło, a potem długo posucha. ale taka przerwa dobrze robi bo, ile można:)
    przynieś przynieś, dość długo masz podobno wolne? ale się nie śpieszy. Seriale mają ten plus że te 40min. na odcinek zawsze czas wygospodarujesz, nawet i codziennie a zasiąść na 2h w spokoju to już tak łatwo się nie da. Przynajmniej ja przy oglądaniu muszę się wyłączyć, inaczej brak satysfakcji- na jakieś lukanie z doskoku, a najlepszy i tak był galactica:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.