Rewolucje – ewolucje. Przemyślenia własne.

Well, post będzie troszkę o komputerach, troszkę o systemach operacyjnych i troszkę o innych sprawach. Nietypowy, fabularyzowany dokument rozwoju informatyki okiem usera.

Tak więc zacznijmy od pierwszego kontaktu. A więc pierwszy był DOS. Nie był to system skomplikowany i zazwyczaj jego używanie sprowadzało się do odpalania właściwego softu.

Później wyszły Wwindows’y 3 i 3.11 o ile mnie pamięć nie myli. Były to graficzne nakładki na DOS’a i było to fajne.

Później dorobiłem się własnego kompa, był to rok 1996. Oczywiście rządził Windows 95. Jednak mając w pracy styczność z Unixem postanowiłem sobie taki systemik przetestować. Dość powiedzieć że nie wyszło z tego nic gdyż posiadałem dość nie typowy sprzęt graficzny i o odpaleniu X’ów (Linuxowo/Unixowy odpowiednik Windowsa) trzeba było zapomnieć.

Później powstał Windows 98. W wersji 98SE był to system o wiele bardziej udany od Windowsa 95. Jego następsa Windows Millenium zaś był totalną kiszką nic nie wnoszącą do rozwoju systemów.

W międzyczasie udało mi się odpalić linuxa bodajże Red Hat ale prawda jest następująca. Linux do zastosowań szerszych niż podstawowe użytkowanie które sprowadza się do napisania czegoś, obliczeń czy innych popierdółek mija się z celem jeśli nie mamy internetu. Niby Windows też ale tutaj wychodzi jego wyższość o tym później.

Windows XP to była rewolucja i nie ma się co z tym kłócić. Całkowicie samodzielny system (poprzednie jeszcze wymagały DOS’u przy starcie). Stąd zaczniemy główny wątek opowieści.

Rok po wydaniu XP, Microsoft wypuścił Service Pack 1 który poprawiał przeróżne babole. Niestety wyłączał on wsteczną kompatybilność softu ale ma to pewien sens. Po następnych dwóch latach wyszedł Service Pack 2 który działał jak poprzednio. Dodatkowo wszystkie płyty z systemem zakupione po wydaniu zawierały go już w sobie.

Internetu nie posiadałem ale dostępność oprogramowania nie komplikowały życia. Na dodatek nie musiałem systemu aktualizować ani posiadać żadnego firewall’a.

Po kolejnych czterech latach wyszedł Service Pack 3. Wszystkie aktualne wydania mają go już w sobie. W zależności od sprzętu wydajność pozostałą bez zmian lub delikatnie wzrosła. I było to dobre.

Kilka latek temu prawie rok w domu działała Mandriva. System spisywał się doskonale. Niestety troszkę był ciężkawy, ale pewnego dnia padł dysk i na nowym ruszył ponownie XP.

XP. System z czasem tracił wydajność. Standardowe reinstalacje co jakiś czas przynosiły coraz mniej dobrego. Bądźmy szczerzy, rozumiem że wszystko się rozwija i ulepsza ale spadająca wydajność z każdą aktualizacją to już przegięcie. Na dzień dzisiejszy kombo żony czyli Nasza Klasa + Youtube oznacza śmierć kompa. Nie jest to oczywiście wina samego XP. Niestety przeglądarki internetowe również się rozrosły. Od wersji 3 nie używam Firefoksa bo procek nie był w stanie wydolić. Od wersji 9 Opery regularne BSoD’y związane z pamięcią zniechęciły mnie do jej używania. Chrome jest zajebisty ale to krowa jakich mało. Przeglądarka plus kilka kart i po godzinie – dwóch mamy zajęte 500MB RAM’u jak nic.

Zresztą nie tylko przeglądarki. Drivery NVidia. Oki pod warunkiem że wyłączę autostart panelu sterowania. Jak nie wyłączę to prawie na 100% będzie BSoD. I tak dalej, i tak dalej. Na szczęście pojawia się mnóstwo dobrych darmowych i lekkich programów więc można się ratować. Niestety jeśli chcesz ieć pewność działania stron tak jak powinny z wszystkimi opcjami odpada stosowanie alternatywnych przeglądarek. Testowałem wiele lecz niestety nic z tego nie wyszło.

Ogólnie więc oprogramowanie jest coraz gorszej jakości, i nie chodzi wyłącznie o brak optymalizacji ale również o odpowiednie testy. Testy są ale na userach. Na forach supportu się gotuje a oni nic.

Od pewnego więc czasu szukałem alternatywy. Na linuxowym blogu Racjonalnego Oszczędzania swego czasu znalazłem wzmiankę o Puppy Linux. Kilka dni temu postanowiłam dać mu szansę.

System odpala z płyty i do pełnego działania wymaga zapisania sesji w pliko-partycji przy wyjściu. Obraz iso systemu to 130 mega a sam system po załadowaniu do RAM’u i odpaleniu kompa zajmuje na standardowym pulpicie ok 60 mega. Rewelacja. Jako że testowałem wersję Lucid, RO poradził abym skorzystał z nowszego wydania Slacko.

Nie wiem czy to moje zakożenione przekonania (w dawnych czasach Slackware był to system hardcore’owy dla prawdziwych maniaków, chociaż kiedyś też Knoppix uchodził za system prosty a teraz ponoć jest dla bardziej obeznanych) czy po prostu mniejsza konfigurowalność dla amatora, ale nie przypadł mi do gustu. Kroplą przelewającą czarę było to że spora ilość pakietów mimo zaktualizowania list wywalała przy próbie instalacji „not reachable”.

Oczywisście i Lucid nie był grzeczny. Za pierwszym uruchomieniem nie odpalił w ogóle netu. Ale tutaj było też troszkę mojej winy więc ok. Za drugim razem nie ruszyła drukarka mimo doinstalowania koniecznych pakietów. Za trzecim razem było ślicznie, no ale poszedłem w Slaco.

Jako iż posiadałem jeszcze płytkę z Linux Mint 12 Lisa zapodałem do napędu. Zaczęło się źle. Raz się odpalał interfejs graficzny raz nie. W końcu odpalił i zacząłem instalację.

Ja rozumiem że lepsze powinno wypierać gorsze, ale skoro w 1998 roku instalując Linux’a, diskdruid robił w locie zmianę rozmiaru partycji bez utraty danych to w 2012 powinien to być standard. Dobrze że wskazałem najmniej istotny dysk na którym były zapisywane wszelkie pliki tymczasowe i plik wymiany. Skoro dysk poszedł się paść to rozdzieliłem go na dwie partycje i zainstalowałem Mint’a. System ruszył od strzała ze wszystkim nawet drukarką. Dla niezorientowanych, kiedyś Linux i drukarka to była masakra. Teraz jest prawie całkiem dobrze.

Niestety system był jednak cięższy i wywalił się przy instalacji sterownika NVidii. Oczywiście przy instalacji wgrał swój bootloader GRUB. No i przy restarcie wyszedł GRUB i mryga radośnie. Odpaliłem konsolę odzyskiwania z płyty ale niestety nie udało się w żaden sposób naprawić MBR’u tak by wystartować XP. Trudno. Reinstalka, a potem jeszcze trzy (zapomniałem że mój sprzęt nie łyknie pierwszego odpalenia poinstalacyjnego gdy nie odłączę fizycznie dysków IDE, no i się tak w koło kolibałem).

Aktualnie mam znowu Lucida i śmiga. Chociaż „zainstalował” się inaczej niż za pierwszymi kilkoma razami. Teraz kilka przemyśleń. Na pewno wkurzę wszystkich ale cóż poradzę, jak mus to mus.

Soft. Soft na Linuksie jest mniejszy i szybszy. Chrome to krowa ale mniejsza dyskowo i pod kątem użycia RAM’u. Szybkość też na plus. Co prawda kombo żony nadal obciąża 100% proca (pod tym względem Slacko wypadało lepiej) ale nie tak jak na windzie. Spokojnie jakieś ściąganie w tle sobie śmigało (na XP nie śmigało bo transfery spadały na zero z powodu przeciążeń). Opera działała poetycko ale jednak doceniam synchronizację online chrome’a więc przy niej zostaję. Przy okazji do Chrome’a nie trzeba flasha🙂

Co warto instalować na nowym kompie prosto ze sklepu? Linux może być wygodny ale może również zmusić Cię do niewygodnych czynności. Jeśli nie boisz się nauki a radzenie sobie z trudnościami traktujesz jako wyzwanie to możesz spokojnie próbować. Zwłaszcza jeśli nie miałeś do czynienia z Windowsem. Błędem jest traktowanie jednego jako zastępnika drugiego. Nie tędy droga.

Nowy komp. Do niego zawsze są płyty z ze sterownikami. Więc z odpaleniem Windowsa nie będzie problemów. Linuks zazwyczaj odpala bez problemu. W Lucid instalowałem tylko drukarkę. Ale chodzi nam o działanie więc tu i tu w tej sytuacji remis (chociaż linuxiarze się nie zgodzą).

Następna kwestia, internet. Jeśli mamy to znowu remis. Jeśli nie mamy to Windows ma pewną przewagę. Dlaczego? Ano dlatego że zasysając program w kafejce czy przynosząc na płycie od kumpla on w 95% przypadków będzie działał. Program przychodzi z wszelkimi bibliotekami i dodatkami w pakiecie. W Linuxie niestety nie. Zassasz program, pędzisz do domu zainstalować a tu komunikat „brakujące pakiety” i na 100% te pakiety będą powiązane z innymi pakietami. Dlatego Linux bez internetu ma średni sens jeżeli chcesz wyjść poza to co dostałeś w pakiecie.

Na starszych kompach oczywiście Windows traci już na samej wydajności. Dodatkowo konieczność stosowania oprogramowania antywirusowego obniża i tak niską już wydajność maszyny. Że już nie wspomnę o poszukiwaniach jakichś starych driverów do naszego sprzętu.

Nowe linuksy (a dokładnie powłoki desktopowe) idą w bajeranckość. Takie wyścigi z Windowsem nie służą niczemu. Dobre konfiguratory które uprościły by obsługę i ustawianie Linuksa na pewno przyciągnęły by więcej ludzi niż symulowanie rozwiązań Win / Mac. Nie każdy pogrzebie sobie w plikach aby ręcznie wy-edytować odpowiednie wartości.

Niby duża różnorodność Linux’ów jest ok ale bądźmy szczerzy. Jeśli system ma się liczyć szerzej muszą powstać pewne unifikacje które na dzień dzisiejszy są niemożliwe. Zunifikowany system a’la Direct’x uatrakcyjnił by platformę dla wydawców gier co na pewno miało by przełożenie na popularność. Jak na razie to do Windowsa przenoszone są biblioteki o Linux’owych korzeniach zwiększając jego rynek oprogramowania. W drugą stronę lipa.

Warto będzie jeszcze wspomnieć jakiż mam sprzęt. Otóż jest to Athlon XP 2500+ na płycie Epox RDA3+ z 1 GB RAM. Reszta nieważna praktycznie. Ogólnie sprzęcik przedpotopowy ale nie złomowy. Pochodził już 8 latek może jeszcze ze 4 pociągnie🙂 O sprzęcie też będzie ale już nie dzisiaj.

10 thoughts on “Rewolucje – ewolucje. Przemyślenia własne.

  1. nie wiem, ja z poziomu GRUB odpalam właśnie Windowsa na 1 z kompów

    swoją drogą powtórzę po raz setny – jeśli człowiek nie jest maniakiem – to Minta i Ubuntu lepiej instalować ‚pod windowsem’ jako aplikację/plikopartycję !!!

    instalator z poziomu Windows: wubi albo mint4win

    po co dawać im samodzielną partycję???

  2. z tego co piszesz – wynika dla mnie jasno, że pokręciłeś coś z pakietami🙂 nie tyle tu system zawinił🙂

    pod Mintem od dawien dawna nie było problemów z pakietami🙂

    komunikatu brakujące pakiety, przy korzystaniu z aplikacji z repozytoriów Minta i właściwym skonfigurowaniu nośników (na ogół po prostu nie ruszaniu niczego) nie widziałem od lat

    w Puppym jest to możliwe, a nawet prawdopodobne z uwagi na to, że źródła pakietów domyślnie są wyłączone i trzeba wybrać działający mirror samodzielnie

    aha – i ja nie rozpatruje Win/Linux w aspekcie jakiejś konkurencji – to dla mnie narzędzia, które się uzupełniają – obecnie Linux uważam za znacznie łatwiejszy w obsłudze (patrz: Magiczny Remix)

  3. Nie instalowałem w sumie nic innego. Drivery niby się ładowały a w połowie błąd i gleba. Ale fakt jest taki że gdyby to było ciut bardziej user frendly to i popularność systemu by wzrosła.

  4. W ustawieniach nie mieszałem bo uważam że jeśli działa to nie ma sensu grzebać.
    Poza tym nie o takie szczegóły chodzi🙂

  5. no ja to się trochę pogubiłem, ale zawsze co do kompów (chociaż je przecież lubię:) to uważałem że „coś co jest do wszystkiego to jest do niczego” i gdyby z ich działaniem było jak np. z konsolami – gdzie to pisze się aplikacje pod sprzęt, a nie robi sprzęt pod aplikacje to problem z głowy😉 i chociaż wiadomo że to nie możliwe, to staranność przy programowaniu jednak by się przydała bo, założę się że większość tych wszelakich programów spokojnie mogłaby śmigać na leciwych sprzętach, no ale…🙂

    tak na marginesie demko z wymaganiami ale za to ile zajmuje😉

  6. niestety rynek PC to jeden wielki śmietnik i brak standaryzacji

    ale Windows sobie jakoś z tym jeszcze radzi – co jest jego plusem

    w Linuksie bolączką jest brak standaryzacji i stąd system nie będzie nr 1

  7. Jak na razie testy Puppy’ego mnie mile łechtają🙂 Ale o tym kiedy indziej jak już wszystko przetestuję.

    Co do przewagi Windowsa (a jest ona druzgocąca LINK) to jest to naprawdę proste. Jeden scentralizowany zespół działający wg. wytycznych z roadmap. Taka na przykład Mandriva (ale jak pisałem korzystałem z niej kole 2008/2009 roku), system komercyjny ale na tle reszty, poziom dostępności dla zwykłego usera był praktycznie idealny. Myślę że jest to do osiągnięcia, tyle że jeśli cała para idzie w tworzenie coraz to nowszych konkurujących ze sobą desktopów to może być to trudne o ile w ogóle możliwe.

    @Arszu:

    Ale to 4kb demko pewnie bierze giga ramu i potrzebuje 4-rdezniowca?

    Pamiętam ostatnie demka od Ciebie co miały po 64k. Tyle że w ramie już 512 mega🙂

  8. fakt, z demkami jak z demkami ale pamiętasz była też gra na 64k 3D strzelanka wykorzystywała dx8.0 na maksa tak że wtedy na mojej Gf3 to było jakieś 15 klatek. 🙂 i wyglądała naprawdę nieźle

Możliwość komentowania jest wyłączona.