Kryzys.

Kryzys szaleje po świecie (mówienie że po Europie a dokładnie jej południowej części to taki eufemizm).  Chwilowo cała groza sytuacji skupia się na podawaniu informacji o tym, że spadają przychody przy jednoczesnym wzroście cen.

Co do spadku przychodów to niestety podawanie tego w ten właśnie sposób jest nadużyciem lub poważnym niedomówieniem, ludzie raczej mają kiepskie odniesienie do ekonomii. Przychody spadają nie na zasadzie że przychodzi pracodawca i mówi Ci :

„Panie Janku pan od pierwszego robisz za 1500 zł a nie 2000 albo idziesz pan w pizdu.”

Oczywiście jest to możliwe ale raczej w tak zwanej szarej strefie u prywaciarza palanta. Prawdziwy spadek przychodów polega na tym iż nie zmienia się ich ilość w porównaniu do wzrostu inflacji. Jeśli roczna inflacja wynosi 6% to o tyle powinny wzrosnąć nasze zarobki aby było dobrze.

Niestety z tego co widzę w tym roku już nie będzie się co inflacją sugerować, a to dlatego iż nasz kochany rząd ma problem z uwzględnieniem wzrostu cen żywności i paliwa. No ale dzięki temu (coś jak nowa matematyka Ms. Rostkowskiego) inflacja w tym roku będzie jednocyfrowa a nie dwu.

W ciągu tego miesiąca w różnych mediach podawano informacje pochodzące z ministerstw lub przez nie autoryzowane o wzrostach cen. Jajka ponoć skoczą o 20% ze względu na jakieś śmieszne euro-przepisy. Wczoraj mówiono o rybkach że najprawdopodobniej sprzedawcy sztucznie obniżą cenę karpia (podnosząc ceny innych produktów) gdyż ryby ogólnie mają podrożeć do tego stopnia że dla sporej części mogą być święta bez karpika. Przykładów jest wiele.

Ok. Wracamy do sedna wywodu. Sednem zaś jest GŁÓD. Mam nadzieję że to nie nastąpi nigdy. Jest to najgorsza rzecz jaka może się przydarzyć. Głód jest tym co wyzwala ludzi z cywilizacyjnych okowów zamieniając w bestie skupione jedynie na przetrwaniu. Wyzwala gniew który dotyka nie tych którzy nie są w stanie mu się przeciwstawić.

Skąd głód jak w sklepach full wszystkiego? To jest właśnie pierwszy objaw. Sklepy pełne bo w portfelu pusto. Producent nie zarabia poprzez produkcję tylko poprzez sprzedaż. Sprzedaż leci w dół, analogicznie wyhamuje produkcja. Będzie mniej towaru więc jego cena będzie wyższa, to znowu prowadzi do wzrostu puli osób które sobie na coś nie pozwolą. I tak w kółko. W pewnym momencie frustracja społeczeństwa doprowadzi do wybuchu. Dalej będzie z górki.

Obym się mylił mając taką wizję.

::EDIT::

O kryzysie w wersji śmiesznej również tutaj🙂

http://jakzyc.wordpress.com/2011/11/25/kryzys/

2 thoughts on “Kryzys.

  1. „…a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój..”

    Podatki, inflacja, i pytanie czy ta światowa strzała kryzysu na napiętym łuku gospodarki odleci i kogo trafi (robiąc dziurę w brzuchu), czy też będzie trach broni miotającej 😀

  2. Strzała już dawno lot swój zakończyła
    Nikt nie wie w kogo lub w co trafiła

    Co do kolejności nastawania jednych rzeczy po innych to jak to mawiają profesjonaliści „Rutyna zabija„.

Możliwość komentowania jest wyłączona.