Armia – historia prawdziwa. Część II

Jesteśmy już na jednostce i mamy pewne przygotowanie teoretyczne, zanim jednak zaczniemy kilka słów o autorze tegoż posta w roku 2000. Z czasów szkolnych zostało mi troszkę chęci do biegania. Niezbyt wysiłkowy bieg prawie wcale nie męczył mnie. Nogi zdrowe i mocne, płuca bez przesady ale dawały radę. Ogólnie wytrzymałościowo byłem ok tylko siłowo już nie bardzo. O pompkach coś tam kiedyś słyszałem😀 Alkohol spożywałem od święta i to wielkiego przy czym zazwyczaj kończyło się to średnio ciekawie, powiedzmy więc że nie przepadałem.

Jesteśmy więc na 7 kompani czegoś tam. O ile dobrze pamiętam było nas tam 5 plutonów. Trzy plutony do szkolenia specjalistycznego i dwa do szkolenia podstawowego. Ilu ludzi mieliśmy w plutonie to niestety nie pamiętam, kojarzę tylko tyle że w moim pokoju było nas łącznie czternastu. Z drugiego pokoju tylko kilku pamiętam. Jak w każdej grupie tak i u nas znalazł się jeden palant, dwóch oszołomów (ale pozytywnych) i jeden który wyglądał bardzo podejrzanie, ogólnie my go nie zaczepialiśmy i on też się nie wtrącał i jakoś było (ale źle mu z oczu patrzyło)

A więc pierwszy pełny dzień. Pobudka jeszcze około siódmej bo i tak co bardziej skacowani docierali dzisiaj. Wydawanie mundurów i innych rzeczy. Co ciekawsze na szkółce nie mieliśmy niezbędników, sztućce dostępne na stołówkach. Zbiorowy wypad do fryzjera (pierwsze strzyżenie gratis) aby przyciąć się zgodnie z obowiązującą modą. Przed obiadem krótkie rozpoznanie terenu, a było tego sporo. Oczywiście jak wszystko zobaczysz na jeden raz to Ci się tak pomiesza że nic nie będziesz pamiętał. W każdym bądź razie łażenia było co niemiara. Po obiadku kurs ścielenia łóżka czyli wozu. Oczywiście jak jest źle to wpadał kapral i rozwalał wszystko i od nowa. Po kilku godzinach zabawy wszystko robiliśmy dokładnie tak jak na początku więc dali nam spokój.

Tak wygląda konstrukcja wozu. Szału ni ma🙂 Muszę się pochwalić iż jako pierwszy wpadłem na niesamowicie rewelacyjny pomysł. Sprężyny z siatką  były przymocowane do ramy za pomocą haczyków z drutu. Otóż pewnego razu odczepiłem każdy z haczyków z otworu w ramie i przymocowałem je jedynie za pomocą oplotu z nici. Mina kolesia który skoczył sobie na łóżko i walnął o ziemię, „bezcenna”🙂 Na te sprężyny kładło się materac i prześcieradło. Było nawet wygodne.

Wieczorem kolacja, następnie pierwszy apel. Zostały nam rozdane zestawy startowe zwierające :

  • komplet trzech szczotek do obuwia
  • pasta do obuwia czarna
  • szczoteczka i pasta do zębów
  • mydło z mydelniczką
  • papier toaletowy
  • przybory do golenia (ale na 100% nie jestem pewny)

Dodatkowo wydano nam dwa „ręczniki” czyli coś a’la ścierka kuchenna, białe, bawełniane, jeden z zielonym paskiem. Na sam koniec wypłacono nam coś około 130 zł żołdu, (standardowo dostawaliśmy bodajże 103 zł i nie pamiętam dlaczego było tego pierwszego wiecej) aby już samemu martwić się o środki czystości i inne duperele do następnego miesiąca.

Wieczorem oczywiście sami macho🙂 Każdy zgrywa bohatera co z niego za twardziel i w ogóle aż wreszcie gość któremu potem daliśmy ksywkę Drwal gdyż chyba tym się zajmował w cywilu, nie majtnął od niechcenia 300 pompek. Wszystkim odeszła ochota na zawody i głupoty🙂

Drugi dzień plus kuchnia już wkrótce🙂

4 thoughts on “Armia – historia prawdziwa. Część II

  1. Ja byłem na szkółce w Mrągowie, akurat w pokoju na samym końcu korytarza w dodatku w jego załamaniu plus taki że to jedyny pokój bez piętrowych łóżek tylko 11 osób minus nic nie było słychać, komendy podoficerów docierały do na s ostatnie🙂.
    Pamiętam pewien skecz tzn. zostałem oddelegowany z jednym z żołnierzy starszego rocznika do magazynu odzieżowego i jakież było moje zdziwienie gdy tak czekałem na niego na zewnątrz a on wyszedł z siekierą i do mnie. Zadanie następujące, nie uwierzysz nowiusieńkie ubrania, berety szły pod gnotek ja podkładałem on rąbał. Pytam o co chodzi, w wojsku jak coś kończy swoją przydatność to do kasacji. Hmmm wszystko ok ale myśmy dostali wytarte nawet pozszywane a te leżały, serce się krajało nie mogłem tego pojąc, to był jeden z pierwszych idiotyzmów jakim wojsko mnie zaskoczyło.

Możliwość komentowania jest wyłączona.