Armia – historia prawdziwa. Słowniczek.

Jako że w wielu dziedzinach wojsko nie ma nic wspólnego z logiką i normalnością, pokrótce omówię terminy i pojęcia ideowe spotykane w trakcie służby. Oczywiście należy wziąć pod uwagę iż pomiędzy dwoma dowolnymi jednostkami występują różnice i to całkiem czasami spore. Ci którzy w wojsku nie byli mogą się tym nie przejmować.

SZKÓŁKA WOJSKOWA – Miejsce przeznaczone do szkolenia przyszłych żołnierzy. Szkolenie dzielimy na :

  • zasadnicze którego celem jest nauczenie podstaw regulaminu, obsługi broni i innych „przydatnych” umiejętności
  • specjalistyczne czyli obsługa różnych urządzeń typu radiostacje, radary, AP’ki, czołgi  i inny zaawansowany złom.

Szkolenie żołnierzy którzy trafiają do grupy pierwszej trwa miesiąc. Zostaje zakończone przysięgą wojskową i rozsyła się delikwentów zazwyczaj do służb wartowniczych w innych jednostkach. Druga grupa po przysiędze (w tym samym czasie co pierwsza) uczestniczy w dalszym szkoleniu (całe trwa 3 miesiące) zapoznając się z obsługą urządzeń do których zostają przypisani.

Szkolenie takie w niczym nie różni się od jakiejkolwiek szkoły. Idziesz rano na zajęcia i uczysz się do popołudnia. Zapoznajesz się z technikami pracy, podstawową znajomością techniczną sprzętu, przepisami BHP. Bardzo sobie chwalę szkolenie z pierwszej pomocy na fantomach komputerowych.

Tutaj taka mała dygresja offtop, skoro gość po 3 miesiącach dostaje w swoje łapy sprżet wartości niejednokrotnie  wyrażanej w setkach milionów złotych (i uwierzcie mi że straty w wojsku nie biorą się z awarii powodowanych przez kiepskich pracowników) to sami się zastanówcie nad przydatnością wieloletnich studiów do wykonywania pracy. Ileż można potrzebować projektantów, managerów czy innych teoretyków? Ale wracajmy do wojska🙂

Szkolenie kończy się egzaminem teoretycznym i praktycznym z wystawieniem zaświadczeń uznawanych w całym kraju (za granicą pewnie też bez problemu by je zalegalizował). Po zdaniu egzaminów dostajemy rozkaz przeniesienia na właściwą jednostkę.

JEDNOSTKA STALOWA / FALOWA – Na potrzeby tego akapitu zasięgnąłem opinii kilu osób. To pierwsze to insza nazwa jednostki czysto regulaminowej, w praktyce spotykana jedynie w formie szkółki wojskowej, tutaj przytoczę odpowiedź kolegi który był w wojsku kierowcą VIP’ów dzięki czemu zwiedził prawie całą Polskę : „… z czysto regulaminowym podejściem spotkałem się tylko raz. To była jednostka na strasznym zadupiu, chyba rozszerzyli ją i dobudowali nowe baraki. W tych barakach wszystko było tipes topes. Zero fali zero jakichkolwiek skeczy, za top na tą starą część to się nawet oficer dyżurny bał chodzić.” Tak więc można powiedzieć że w przyrodzie Polski takowych stworów nie spotykamy.

Jednostka falowa to taka gdzie żołnierz starszy służbą „rządzi” tymi młodszymi. Hierarchia oparta na stopniach ma znaczenie drugorzędne. Oczywiście zjawisko potępiane i tępione na wszelkie sposoby (co widać😛). W czasie gdy byłem w wojsku praktycznie w większości jednostek funkcjonowało to na zasadzie umowy dżentelmeńskiej czyli „my sobie z was robimy jaja, trochę was pomęczymy ale bez przegięć„. Oczywiście muszą być do tego rozsądni ludzie. Tam gdzie się trafiła klika oszołomów a kadra przymykała oczy to sceny z „Samowolki” nie były niczym niecodziennym.

Oczywiście nie da się powiedzieć że w zwalczaniu fali nie było skuteczności. W pewnym momencie przecięto porozumienie na linii żołnierze zasadniczy – kadra przez co fala straciła moc urzędową. Kiedyś jak podpadłeś „dziadowi” mógł zagadać z szefem / dowódcą kompanii i różne mogło to mieć dla Ciebie konsekwencje. Tego już nie ma (przeważnie) i raczej już nie będzie. Ale fala ma się dobrze, wystarczy poczytać.

ŻANDARMERIA WOJSKOWA – Jednostka policji wojskowej. Nie wiem jak teraz ale za moich czasów mogli wielkiego chuja. No chyba że złapali cię na gorącym uczynku, ale to sam byłeś sobie winien boś pipa. Jako przykład podam iż uciekając przed żetonami wskakujesz przez płot na jednostkę i chowasz się na kompanii. Szansa na to że w ogóle ich wpuszczą czy ktoś będzie dochodził kto i co były prawie zerowe. Oczywiście w przypadku podjęcia czynności byli jak wściekłe psy, co też raczej im samym wchodziło w szkodę niż pomagało.

SZEF KOMPANII – Istnieją historyczne niezgodności czy szef kompanii jest pierwszy po Bogu czy raczej jest przed Bogiem. Oficjalnie podlega dowódcy kompanii i reszcie wierchuszki sztabowej, w rzeczywistości zazwyczaj ma takie wyrobienie że nikt mu nie podskoczy. Zawsze był to najtwardszy i najsprytniejszy jegomość. Nie dotyczą go niektóre prawa fizyki i logiki. Pojęcie tajemnica, sekret i pochodne nie dotyczy szefa kompanii. Możesz w nocy wymykać się do kibelka w celu umęczenia pisiora a on i tak to będzie wiedział. Ogólnie przyjmujemy że wie on wszystko. Oczywiście wyprowadzić z tego możemy wniosek iż była to ostatnia osoba którą byś chciał wk#$%ić. Sam Szatan uczył się zemsty od szefa kompanii. Jego znajomość wulgaryzmów i ich permutacji była przeogromna. Nie należało się też nigdy zwracać do szefa kompanii szefie jeśli nie chciałeś usłyszeć „Szew to ty masz na jajach„.

NIEZBĘDNIK – Zestaw sztućców + otwieracz. Jako że przechodzi z pokolenia na pokolenie, charakteryzuje się więc pogryzieniem, pokrzywieniem i innymi felerami. Nóż zazwyczaj tak ostry że żył byś sobie nie pochlastał (no chyba że widelcem).

BeGeeSy – etymologia skrótu nieznana. Powszechnie uważa się że znaczył on Bojowe Gacie Szturmowe. Wykonane z nierozciągliwego materiału (100% bawełny) charakteryzowały się następującymi cechami głównymi :

  • brak gumki
  • rozmiarówka wg dupy nosorożca

Oba te fakty uniemożliwiały wygodne ich użycie.

 

Można by tak oczywiście wymieniać długo. Dla chętnych nauki nowego słownictwa zamieszczam link Słowniczek poMONcniczek. Co prawda część zwrotów (i to spora) występowała w wersjach lekko odmiennych (naleciałości językowe) to jednak bez problemu można się tym posłużyć.

6 thoughts on “Armia – historia prawdziwa. Słowniczek.

  1. fala i kocenie były jedną z głównych przyczyn dla których zrezygnowałem z pójścia wojska

    wiem co to hierarchia, szacunek, itp. i nikt nie musi mnie tego uczyć szorowaniem kibla szczoteczką do zębów – obawiałem się, że kocenia na zasadzie poniżania nie zniósłbym – nie wytrzymałbym bym odwalił komuś tak konkretnie (jakby się nie dało to ‚po godzinach’), co bym skończył w areszcie albo i gorzej – taki to ze mnie agent

    powiecie, że pewnie trudno kotu dobrać się do mordy starszemu, ale dla chcącego….

    w szkole średniej znalazła się np. jedna profesorka co mnie ‚polubiła’ – tzn. nieźle zatruwała mi życie – w końcu uruchomiłem wszelkie zdolności i sposoby i w efekcie wywalili ją ze szkoły

  2. Fala w starej postaci to w „moich” czasach była jeszcze może w jednostkach tzw. karnych. Tam się ponoć cuda działy. Ale z tego co mi mówił ten kolega VIP Driver to raczej wszędzie było to na takich zasadach jak u nas. Oczywiście łatwo o przegięcie i wtedy wychodzi z jakimi mieliśmy ludźmi naprawdę do czynienia. Zdradzę tajemnicę iż na jednostce nikt u nas kibla nie mył ani szczoteczką ani niczym🙂 Dwa razy jeno przepychaliśmy tzw. żmijką😀

  3. ja z opowieści kuzyna z 10 lat starszego wiem o szczoteczkach i poniżaniu – a może to już nie były te czasy

    jakiś tam rozsądny poziom kocenia jest naturalny wszędzie – nie tylko w wojsku – o to mi nie chodziło

  4. Ja powiem tak akurat samowolka to jeden z najgorszych i najgłupszych filmów jakie widziałem o wojsku, (i chociaż lubię aktorów Więckiewicza i Gonerę to i tak to nie pomogło)

    Ja wojsko przed pójściem wyobrażałem sobie dużo dużo gorzej niż w rzeczywistości się okazało, a wcześniej jeździłem na przysięgi (słuchałem opowieści:), i byłem w Krakowie u kolegi (czerwone berety), brat służył w Bielsku Białej też desant, inny kumpel w Brzegu za sapera, znam ludzi którzy kiblowali po 3 lata w marynarce ale nigdy nie słyszałem o takich skrajnościach jak w Samowolce. Ale nie chcę tu osądzać bo może rzeczywiście były takie przypadki?

    Fala może miała sens kiedyś jak wszystkie brudy zostawały w koszarach, my jak byliśmy to już wszystko bodajże podlegało pod prokuraturę cywilną, (dokładnie nie pamiętam jak to w tych przepisach było, tak że jak plotę bzdury proszę o wyrozumiałość:) i tak naprawdę takie zabawy mogły się źle skończyć. A taki przypadek Nangar Khel pokazuje jak upokarzani są żołnierze, oni w ogóle nie powinni być sądzeni to było śmieszne

  5. Właśnie o to mi chodziło. Kiedyś to chyba właśnie było na tej zasadzie że wszystko załatwiano wewnętrznie. I nawet jak gościa psychole zaciukały to się to pod wypadek podciągało i spokój był. Teraz jak mówisz od razu wchodzi prokuratura. Przypuszczam że w jednostce w Żaganiu to nie takie rzeczy były jak na Samowolce.

Możliwość komentowania jest wyłączona.