Armia – historia prawdziwa. Wstęp.

Jako że temat wypłynął, a i od pobytu w wojsku troszkę czasu minęło więc przedawnienie i te sprawy można troszkę powspominać. Ci co nie byli przeczytają sobie kilka niesamowitych rzeczy a Ci którzy mieli tę przyjemność będą mogli porównać czy mieli lepiej czy może gorzej.

Dawno, dawno temu bo w roku bodajże 1996 zostałem zaproszony na uroczystą kontrolę stanu mojego zdrowia do Wojskowej Komisji Uzupełnień w skrócie WKU w Wadowicach.

Po stawieniu się na miejsce zapoznałem się z grupą około 20 innych kandydatów. Sakramentalne „proszę czekać” usadziło wszystkich w poczekalni. Po około 20 minutach wyszła do nas pielęgniarka i zadała pytanie „wszyscy mnie słyszą?„, oczywiście każdy się zainteresował co oważ pani ma nam do zakomunikowania. Wszystko bez jednego słowa. Pani postała, postała po czym wróciła do pokoju. Po następnych 15 minutach otrzymujmy karty z wpisem słuch prawidłowy.

Przyszła kolej na etap zasadniczy, parami wchodzimy do głównej sali. Kilka zestawionych razem stołów za nimi 6 lekarzy, jak się później na podstawie pieczątek okazało sami chirurdzy. Najebani w trzy dupy. Badanie wyglądało tak:

– Proszę pokazać dłonie.
– Proszę.
Chwila ciszy.
– A pan ma wszystkie palce??
– No przecież pan doktor widzi.
– Aha.
Przerwa na pisanie.
– Proszę zdjąć spodenki.
– Proszę.
– Jądra są?
– No przecież wszystko jest!
– Aha.

I taka zabawa. W końcu dotarliśmy do wzroku. Przeczytałem literki z tablicy, ale jeden bardziej kumaty zauważył że mam okulary. O, co to, to nie, nie będzie oszukiwania. „Proszę zdjąć i czytać”. No to zdjąłem i mówię że nie przeczytam bo tablicę ledwo widzę. No i panowie są w kropce. Co robić? Oszust czy nie? Papiery już pewnie gotowe i co? Rzut na taśmę, proszę iść do szpitala do okulisty na badanie.

Badanie zrobione, zaświadczenie jest, wracam. Każdy obejrzał, i mówią „ok, to nic nie szkodzi”. Kategoria A1 §13p2 „krótkowzroczność obu oczu”.

Później próbowano mnie co roku wysłać do jakiejś jednostki, niestety będąc rolnikiem (wg. przepisów a nie de facto) tak to się odwlekało. W końcu roku pamiętnego 1999 ktoś coś w ustawie spierdolił i dostałem przydział. Z głupia franta odezwałem się do tego oficera „panie rób Pan co chcesz ale dopiero za rok”, popatrzył, pomyślał i mówi „do widzenia”.

Rok szybko zleciał, ustawy nie poprawili stawiłem się na kolejne zaproszenie wiosną 2000 roku tylko po to aby dowiedzieć się iż któregoś tam czerwca mam się zgłosić do godziny bodajże 16 w CSR Jelenia Góra. CSR to skrót od Centrum Szkolenia Radioelektronicznego, szkolili operatorów stacji radarowych i ich obsługi. Ja się załapałem do tego drugiego. Specjalizacja elektromechanik.

Ciąg dalszy nastąpi🙂

3 thoughts on “Armia – historia prawdziwa. Wstęp.

  1. WKU Oswięcim było trochę inaczej, no i co drugi odroczony to pacyfita z krwi i kości był😀, normalnie plaga pokoju

Możliwość komentowania jest wyłączona.