Koniec Świata. Część 1. Burza słoneczna.

Słońce, nasza lokalna gwiazda oddalona od nas o 8 minut świetlnych. Dostarcza nam światła i ciepła. To dzięki niej żyjemy, może jednak równie łatwo nas zniszczyć. Stosunkowo spokojną powierzchnię słońca od czasu do czasu nawiedzają burze słoneczne i rozbłyski. Są to gwałtowne wybuchy energii których efektem są CME (koronowe wyrzuty masy)

W pierwszej kolejności w kierunku ziemi zostaje wystrzelony silny impuls promieniowania elektromagnetycznego, za nim z prędkością dochodzącą do 70% prędkości światła podąża skupisko wyrzuconej plazmy.

Ziemia chroniona jest przed uderzeniem zabójczego promieniowania magnetosferą. Od strony słońca magnetosfera rozciąga się na około 70000 km oddziałuje na niego ciśnienie wiatru słonecznego które może go odkształcać. Ponieważ na rok 2011 przypada tzw. maksimum słoneczne rosną szanse na dużą ilość „dużych” rozbłysków i związane z tym zagrożenie.

CME może mieć różną polaryzację. Zazwyczaj jest ona ujemna (północna). Z taką nasze pole magnetyczne poradzi sobie. Może ono co prawda zostać ściśnięte do około 35000 km jednak poza zakłóceniami systemów komunikacyjnych nie odczulibyśmy go. Najgorszy scenariusz czeka nas wtedy gdy plazma będzie spolaryzowana dodatnio (południowo). Uderzenie fali elektromagnetycznej niczym uderzenie młota spowoduje odkształcenie magnetosfery Ziemi i wystawi nas na bezpośrednie działanie zjonizowanych cząsteczek. Należy pamiętać iż większość darów słońca jest dla nas zabójcza. Główny jednak problem to naładowane cząsteczki które skumulują się w Ziemskich sieciach przesyłu energii. Będą jej takie ilości że uszkodzeniu ulegną wszystkie nieodłączone transformatory.

Energia elektryczna z elektrowni zanim zostanie doprowadzona do naszych domów musi przejść przez transformator który obniży wartość napięcia do odpowiedniego poziomu. Transformator mimo iż jest urządzeniem przejściowym niczym nie różni się od na przykład żarówki. Jeśli zostanie do niego doprowadzone zbyt wysokie napięcie ulegnie zniszczeniu niczym żarówka 24V podłączona do sieci 230V.

Co poprzedzi katastrofę? Pierwsze dane będziemy mieli od jednego z kilku satelitów obserwujących słońce. Jednym z najważniejszych jest satelita ACE zawieszony w punkcie libracyjnym L1. Drugim ważnym satelitą jest SOHO. Dane z satelitów dotrą chwilę po impulsie EM czyli już pola ochronnego mieć nie będziemy. W zależności od szybkości CME zostanie nam od niespełna jednej do kilku godzin czasu.

Gdy naładowane cząsteczki dotrą do Ziemi i zaczną wnikać do atmosfery, mieszkańcy nocnej półkuli zobaczą na niebie zorzę. Zjawisko zdarzające się normalnie bardzo rzadko zazwyczaj za kołem podbiegunowym będzie teraz ogólnoświatowe. Chwilę później wszystko trafi szlag. Bez elektryczności zostaniemy cofnięci cywilizacyjnie do średniowiecza. Jesteśmy od niej uzależnieni na każdym kroku. Wszystko inne jest z nią nierozłącznie związane.  Nie będzie gazu, wody nie będą działały dystrybutory na stacjach paliw, staną windy, kolej i wszystko pozostałe. Ustanie wydobycie węgla. Wymiana transformatorów jest możliwa ale może zająć nawet kilka – kilkanaście lat. W końcu nie można robić transformatorów bez prądu. Duże znaczenie może mieć wyłączenie prądu w elektrowni. Sieć nieczynna nie ucierpi. Niestety takie coś możliwe jest tylko wtedy gdy informacje o niebezpieczeństwie dotrą z dużym zapasem czasu na działanie.

Co nam może pomóc gdy zobaczymy zorzę albo usłyszymy o niej? Po pierwsze całkowite wyłączenie wszelkich odbiorników energii. Zapobiegnie to ich uszkodzeniu na skutek przepięcia i zlikwiduje zagrożenie pożarowe. Po drugie pozostać poza zasięgiem napowietrznych linii energetycznych (mogą zostać zerwane) i nie wsiadać do wind. Uchwycić jak największą ilość czystej wody nie ważne do czego, może to być nawet wanna.

Przydatne do przetrwania

Dobrze jest mieć w zapasie jakieś świece. Nawet dużo.

Akumulatorki się przydadzą. Do tego obowiązkowo ładowarka na korbkę lub solarna (nie widziałem ale da się przerobić taką od komórek).

Materiały do produkcji pochodni.

Zapas wody i jedzenia nie wymagającego chłodziarki.

Agregat prądotwórczy jak najbardziej + zapas paliwa. Idealny byłby agregat LPG gdyż istnieje możliwość produkcji biogazu metodami przydomowymi więc i paliwo by się znalazło.

Trzeba się móc obronić więc kto może ten się stara o broń, nawet na lewo. Kto nie może kupuje łuk lub kuszę, nowoczesne konstrukcje wyposażone w takie dodatki jak np. celownik kolimatorowy (niestety wymaga baterii) sprawdzą się w każdej sytuacji.

Przydatne linki:

http://www.swpc.noaa.gov/ace/ace_rtsw_data.html

http://sohowww.nascom.nasa.gov/

http://www.swpc.noaa.gov/rt_plots/mag_3d.html

 

P.S. Gwoli ścisłości, astronomowie używają odwrotnego oznaczenia biegunowości wiatru słonecznego. Odnosi się ono do zgodności z polem ziemskim. Dlatego też południowa biegunowość o ładunku dodatnim jest oznaczana jako ujemna w sensie negatywności do pola Ziemi.